Strona domowa » Polityka » W opozycji nie ma koalicji

W opozycji nie ma koalicji

Z Władysławem Kosiniakiem – Kamyszem, prezesem Polskiego Stronnictwa Ludowego, posłem na Sejm, byłym ministrem pracy i polityki społecznej o polityce i młodości rozmawia Tomasz Rowiński

Do wyborów samorządowych jeszcze dwa lata, czy PSL silne w gminach da radę utrzymać władzę w samorządach ? Jak Pan ocenia pomysł wprowadzenia kadencyjności w samorządach, dodatkowo działający wstecz. Czy to uderzenie we władzę w gminach czy dużych miastach, gdzie PiS tez nie ma władzy?

PiS się boi samorządowców. Nie umie ich pokonać w równych wyborach i dlatego postanowił ich ze startu wykluczyć. Ludowcy wielokrotnie pokazali, że potrafią wygrywać nawet w bastionach PiS. Na Podkarpaciu Bartek Romowicz z PSL został burmistrzem Ustrzyk Dolnych mając jedynie 26 lat. W Ropczycach, również na Podkarpaciu, niepokonany jest Bolesław Bujak, który burmistrzem jest od 1994 roku z krótką przerwą, gdy został wybrany posłem na Sejm. W dwóch ostatnich wyborach reelekcję wygrywał już w pierwszej turze! I takich ludzi jak Bujak boi się PiS i dlatego chce ich wyeliminować wprowadzając dwukadencyjność. Ale to się im nie uda. Polacy nie lubią, gdy ktoś chce decydować za nich, na kogo mają głosować, a na kogo nie.

Uważam z resztą, że jeśli PiS upiera się przy dwukadencyjności, powinno ją także wprowadzić dla parlamentarzystów, którzy są zdecydowanie gorzej oceniani niż samorządowcy. Rosja jest przykładem, gdzie wprowadzono kadencyjność, ale nie przeszkadza to Putinowi ciągle rządzić. Jeżeli ktoś ma złe intencje to żadna zmiana nie powstrzyma go w ich realizowaniu. Zwracam też uwagę, że dwukadencyjność w samorządowej ordynacji wyborczej wymaga zmian w Konstytucji, bo bierne prawo wyborcze ograniczone do dwóch kadencji ma jedynie prezydent Polski. Będziemy ostro przeciwstawiać się zmianom w ordynacji wyborczej do samorządów.

Czy wystartuje Pan w wyborach na prezydenta Krakowa, jako kandydat koalicji przeciwko PiS-owi ? Jeśli tak, czy ewentualne zwycięstwo w wyścigu o fotel prezydenta Krakowa nie będzie etapem w wyścigu o fotel prezydenta RP?

Chciałbym aby prezydentem Krakowa pozostał Jacek Majchrowski, którego bardzo cenię. Jeśli jednak PiS zmieni ordynację wyborczą i wprowadzi dwukadencyjność, będziemy musieli znaleźć innego kandydata, który połączyłby wiele środowisk. Tylko tak będziemy mogli wygrać z PiS. Dla mnie prezydentura Krakowa byłaby wielkim wyróżnieniem. Teraz jednak jestem zaangażowany w sprawy ogólnopolskie i one pochłaniają mnie najbardziej.

Czy to nie jest tak, że w PSL jest Pan jednak chłopakiem z miasta, a nie swój chłop z hektarami ? Wielu PSL kojarzy się bezpośrednio z wsią. Czy rodzinne tradycje działaczy ruchu ludowego są tak silne i niepodważalne, że nie wyobraża sobie Pan działać pod innym szyldem ?

Jestem dumny ze swoich korzeni, z chłopskiego pochodzenia. Legitymację i wiarygodność w roli prezesa PSL daje mi to, że pochodzę z rodziny ludowców, a także ponad 90 proc. poparcie uzyskane na ostatnim kongresie PSL, które było ogromne jak na młodego człowieka. Czuje się z krwi i kości ludowcem, kiedy trzeba porozmawiać o sprawach rolnictwa, to jestem w stanie o nich mówić nawet z kanclerz Niemiec Angelą Merkel, u której interweniowałem w sprawie polskich plantatorów gnębionych przez niemiecki koncern.

Tam gdzie będę mógł, będę wspierał polskie rolnictwo. Wieś zawsze będzie w centrum naszego programu, ale PSL jest powszechny, ludowy, narodowy. W historii ruchu ludowego byli różni działacze. W maju będziemy wspominać Włodzimierza Tetmajera, brata poety Kazimierza Przerwy Tetmajera, posła PSL do sejmu austriackiego, który w 1917 roku, jeszcze przed odzyskaniem niepodległości ogłosił manifest o Polsce z dostępem do morza. Nie był rolnikiem, ale malarzem i intelektualistą, który odegrał ważną rolę w ruchu ludowym. Był też pierwowzorem gospodarza w „Weselu” Wyspiańskiego. Teraz mamy rok czytania tego dramatu ogłoszony przez pana prezydenta Andrzeja Dudę, więc będziemy przypominać Włodzimierza Tetmajera. Takich postaci w historii PSL było wiele.

Sondaże nie są specjalnie sprzyjające PSL. Niedawno przybyło Wam punktów, by po wyborze przewodniczącego Rady Europejskiej wzmocnić innych. PSL w tej awanturze się nie liczył ?

Sondaże nigdy nie rozpieszczały ludowców. Nigdy też specjalnie się na nie nie oglądaliśmy, bo w najważniejszym teście zaufania u Polaków, czyli w wyborach, osiągaliśmy znacznie lepsze wyniki niż badaniach sondażowych. Nie da się jednak ukryć, że miniony rok był jednym z trudniejszych we współczesnej historii Ruchu Ludowego. Po żółtej kartce, jaką otrzymaliśmy od Polaków w ostatnich wyborach, przyszedł czas wielkiej próby. Gdybyśmy uznali, że nic się nie stało, to tak jakby nas już nie było. Wyciągnęliśmy wnioski z tej lekcji i ciężko przepracowaliśmy ten rok. Nie daliśmy się rozbić, nie daliśmy się podzielić, choć takiego próby były.

Zakasaliśmy rękawy i przystąpiliśmy do pracy. Wiedzieliśmy, że nie wystarczy być antyPiSem, by odzyskać zaufanie Polaków. W kolejnych miesiącach przedstawiliśmy bardzo konkretne propozycje programowe w obszarze służby zdrowia, edukacji, szkolnictwa wyższego, rozwoju przedsiębiorczości i polityki rodzinnej. Udowodniliśmy, że potrafimy zmieniać siebie i mamy pomysły na to, jak zmieniać Polskę. Widać – nawet po sondażach – że ta praca przynosi efekty i pozwala patrzeć z nadzieją w przyszłość. Po największym dołku sprzed roku, nasze notowania systematycznie z każdym miesiącem rosną. Jeszcze rok temu sondażownie wskazywały na trzy – cztery procent poparcia, dziś mamy stabilne pięć – sześć procent, a pojawiały się i wyniki bliskie osiem procent. W niektórych regionach mamy ponad 10 procent. Wierzę, że ciężką pracą wspólnie możemy budować silną pozycję PSL na scenie politycznej.

Jeszcze niedawno mówiło się, że PSL mógłby być koalicjantem PiS. Abstrahuję od tego czy jedna czy druga partia, by chciała, ale były sytuacje, gdzie PSL pokazało, że ma swoje zdanie. I to inne zdanie niż niedawny koalicjant czyli PO. 

O przyszłych koalicjach zdecydują Polacy w wyborach. Mówienie teraz o tym byłoby czystym political fiction. Dziś jesteśmy w opozycji i trzymamy równy dystans do władzy totalnej i totalnej opozycji. Idziemy własną drogą, drogą racjonalnej opozycji. Nie mówimy rządowi nie, bo nie. Dobre projekty jak 500+ popieramy, gdy widzimy złe pomysły krytykujemy i głosujemy przeciw. Nie dotyczy to z resztą wyłącznie rządu, ale też innych ugrupowań opozycyjnych. Często powtarzam, że w opozycji nie ma koalicji. Trudno byśmy popierali propozycje Platformy czy Nowoczesnej, które oceniamy jako szkodliwe. Mamy swoje zdanie i przedstawiamy swój pozytywny program.

Wracając do rodziny, wychowania, wykształcenia, wielu uważa, że jest Pan niedoceniany. Niedawno wypowiedziała się w tym tonie prof. Jadwiga Staniszkis, że dziwi się, że zarówno Pana pomysł rozwiązań socjalnych ani Pan osobiście jest niedoceniony. Czy to jeszcze nie Pana czas ? Czy czas Władka Kosiniaka – Kamysza dopiero nadejdzie ?

Mam 35 lat i jestem prezesem Polskiego Stronnictwa Ludowego. Gdyby ktoś powiedział mi dziesięć lat temu, nawet pięć lat temu, że tak będzie, w odpowiedzi usłyszałby tylko gromki śmiech. To najwyższe wyróżnienie dla każdego polityka PSL stanąć na czele stronnictwa z ponad 120-letnią historią. Największym wyzwaniem jest dziś dla mnie przywrócić ludowcom należne im miejsce na scenie politycznej i tylko na tym się koncentruję. Tak samo miałem, gdy byłem krakowskim radnym czy ministrem pracy i polityki społecznej. Jak mawiał Adam Małysz, najważniejszy jest tylko najbliższy skok. Dla mnie teraz najważniejszy jest jak najlepszy wynik PSL w wyborach samorządowych, a potem parlamentarnych.

Czy po ośmiu latach koalicji z PO, które tak naprawdę oddało władzę jaką otrzymało od społeczeństwa i nie do końca potrafiło ją wykorzystać przyszedł czas, by PSL przegrupował szeregi, zwarł szyki i ruszył do walki. Może skoro społeczeństwo zmęczyło się polityką „ciepłej wody w kranie” potrzebuje wyrazistych działań związanych z odbudową tradycji i wartości narodowych. Skoro po ten elektorat sięgnął PiS i Kukiz może warto by PSL stał się partią środka bliższą prawej stronie ?

To prawda, za nami trudnych osiem lat rządów. Trudnych, bo przyszło nam rządzić – często się o tym dziś zapominają nasi oponenci – w czasach największego kryzysu gospodarczego, jak widziała Polska i świat. Wymagało to od nas wielkiej odpowiedzialności za państwo i podejmowania nie zawsze popularnych, a często także wzbudzających kontrowersje, decyzji.

Jednak współtworzyliśmy rząd z najlepszą chęcią służenia Polsce i Polakom. Tak jak Witos 85 lat temu możemy powiedzieć, że przez te osiem lat towarzyszyło nam „głębokie przekonanie, że zgodnie z naszym programem, a nawet wbrew temu programowi, należy ponosić wszelkie konsekwencje i brać na siebie odpowiedzialność za państwo”.

Bo dla ludowców władza nie jest – jak dla niektórych – celem samym w sobie. My wiemy, że rządy zawsze są tylko ciężarem. W swej historii nigdy od tego ciężaru się nie odżegnywaliśmy. Dumnie braliśmy odpowiedzialność za Polskę ze wszystkimi tego konsekwencjami. Tak – podejmowaliśmy trudne decyzje. Tak – nie przysparzały nam one popularności. Tak – zapłaciliśmy za nie wysoką cenę. Jednak dzięki temu dziś możemy z dumą powiedzieć: tak – zdaliśmy egzamin z godnej służby dla naszej ojczyzny.

Nie wybieramy drogi na skróty. Nie będziemy skręcać w lewo czy w prawo. Nasza siła nie bierze się z wielkich pieniędzy, bo ich nie mamy. Nie popierają nas celebryci, nie jesteśmy pupilkami mediów. Mamy jednak coś innego, czego nie ma żadna inne partia polityczna w Polsce. Za nami od 120 lat stoją te same wartości, z których czerpiemy siłę do ciężkiej pracy dla Polski.

Jakie rozwiązania proponowane przez PSL dla rolnictwa są realizowane przez PiS ? Co Pan myśli o wielkiej wycince drzew ?

Nie da się wybierać złych ludzi i wierzyć, że oni dokonają dobrych rzeczy. Polska wieś zaczyna to rozumieć. Ludowcy zawsze mówili na wsi jak jest. Uczciwie, bez koloryzowania. Jak przyjaciel przyjacielowi. Tak, bo jesteśmy przyjaciółmi, i tak jak w przyjaźni możemy czasem się poróżnić, ale jeden za drugiego jak będzie trzeba, to w ogień wskoczy. Wszyscy wiemy, że czasem łatwiej przyjąć fałszywe pochlebstwa od wroga niż prawdę od przyjaciela. W ostatnich wyborach wieś wolała słuchać pochlebców, którzy obiecywali lekkie życie i łatwe korzyści. Nie obrażamy się na to. Przyjaciołom wybaczamy więcej. Tym mocniej musimy dziś stanąć po stronie naszych przyjaciół, tak perfidnie wykorzystanych przez fałszywych proroków z PiS. Ludowcy obronią polską wieś. Nie ma i nie będzie naszej zgody na wyższy wiek emerytalny rolników. Obroniliśmy wcześniejsze emerytury rolników przed Platformą, obronimy i przed PiS. Przywrócimy wcześniejsze emerytury rolnicze, które PiS odebrało rolnikom. Obserwując pozostałe poczynania PiS na wsi, sam nie wiem, co jest gorsze: czy kiedy nic nie robią, czy gdy zaczynają robić źle. Bierność w sprawie ASF czy ptasiej grypy już doprowadziła część rolników na skraj bankructwa. Ministrowi rolnictwa wciąż nie udało się odblokować handlu z Rosją, a w sprawie promocji polskiego rolnictwa na świecie nie robi nic. Nie szuka nowych rynków zbytu, a traci te, które udało nam się pozyskać we wcześniejszych latach.

Problemem nie jest tylko minister Jurgiel. Wielkim szkodnikiem okazał się też minister Szyszko od ochrony środowiska. Można powiedzieć, że zastał Polskę zalesioną, a zostawi wykarczowaną. Choć uważam, że wcześniejsze prawo dotyczące wycinki drzew na prywatnych posesjach było zbyt restrykcyjne, to zmiany wprowadzone przez PiS poszły zbyt daleko. Zyskali na nich nie mieszkańcy, ale głównie deweloperzy. Tym bardziej cieszę się, że tak dużym echem odbiła się akcja ludowców „Drzewo dla Polski” zapoczątkowana przez naszego europosła Andrzeja Grzyba.

Jest Pan doktorem nauk medycznych. Służba zdrowia jest Panu bliska. Jak ocenia Pan pomysł reformy zdrowia ?

System, który mamy dzisiaj nie jest idealny i należy go zmienić. Ale z głową, nie bezmyślnie. Uważam, że ustawa o sieci szpitali to niebezpieczny eksperyment. Ministerstwo Zdrowia igra ze zdrowiem pacjentów. Przez te zmiany wiele placówek może nie otrzymać finansowania. To żadna sieć. To wnyki zastawione na pacjentów. Zamiast skracać kolejki, PiS może je jeszcze bardziej wydłużyć. Nie wiadomo, ile oddziałów będzie musiało być zlikwidowanych. Nie wiadomo ilu lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych, fizjoterapeutów, rehabilitantów straci pracę.

Wyjaśnienia Ministerstwa Zdrowia są niespójne. Z jednej strony słyszymy – proszę się nie bać, tak naprawdę w służbie zdrowia niewiele się zmieni, z drugiej strony są zapowiedzi – to będzie rewolucja. Z rozszyfrowaniem zapisów projektu mają problem eksperci, już nie mówię o osobach, które będą ja realizować. Los szpitali, które znajdą się poza siecią jest niepewny, np. w województwie śląskim aż 72 placówek jest poza siecią. Oczywiście wśród tych 72 szpitali, większość jest prywatnymi specjalistycznymi podmiotami, ale one też są ważne w systemie opieki zdrowotnej. Tej ustawy nie popiera nawet wicepremier rządu PiS Jarosław Gowin czy poseł PiS Andrzej Sośnierz, któremu wiedzy eksperckiej w tej dziedzinie nie można odmówić.

PSL nie mówimy jednak pomysłom PiS „nie bo nie”. W ubiegłym roku przedstawiliśmy nasze propozycje na reformę służby zdrowia. Wśród najważniejszych postulatów znalazło się zwiększenie wydatków na zdrowie z obecnych 6,5 procent do 9 procent PKB. Pieniądze powinny pochodzić z przesunięcia funduszy ze składki rentowej, tak aby obciążenia podatkowe dla Polaków nie wzrosły. Zaproponowaliśmy również powiązanie wynagrodzeń pielęgniarek z płacami lekarzy, wykorzystanie pieniędzy unijnych oraz partnerstwa publiczno-prywatnego do sfinansowania niezbędnych inwestycji w służbie zdrowia oraz zwiększenie przychodów dzięki wykorzystaniu polskich szpitali do leczenie obywateli z innych państw w ramach tzw. turystyki medycznego. Chcielibyśmy także wprowadzić tzw. opiekę farmaceutyczną umożliwiającą farmaceutom prowadzenie poradnictwa dla pacjentów w aptekach.

Nie zmęczyła Pana polityka ? Myśli Pan czasem, że gdyby nie obciążenia rodzinne wiódłby Pan spokojne życie ? Jeśli tak, to jakby ono wyglądało ?

Brakuje mi medycyny. Szczególnie w takich momentach jak podczas Światowych Dni Młodzieży, gdy w ramach wolontariatu św. Eliasza znów mogłem pomagać pielgrzymom w szpitalu. Nie będę ukrywał, że pojawia się czasem w głowie myśl, żeby wrócić do leczenia. Wtedy przypominam sobie, że medycyna i polityka (tak, jak ja ją rozumiem) ma jeden wspólny mianownik – chęć pomagania ludziom. W ostatnich miesiącach dużo jeżdżę po Polsce. W mniejszych miejscowościach, poza Warszawą, najlepiej widać, jak nasza praca przekłada się na poprawę warunków życia Polaków, że ta praca ma sens. Gdy słyszę od pani Marii, która zbliża się do 60-tki, że dzięki stworzonemu przez nas domowi seniora Senior-Wigor, ona znów ma po co żyć, że odżyła, że ma nowych przyjaciół i zajęcia, które absorbują jej wolny czas, to naprawdę serce rośnie. Gdy jestem na uczelni i podchodzi do mnie studentka i mówi, że dziękuje za „kosiniakowe”, bo choć to tylko 1000 miesięcznie, to pozwala jej połączyć wychowanie córeczki z kontynuowaniem studiów. To samo słyszę o wydłużonych do roku urlopach rodzicielskich czy wybudowanych 3,5 tys. nowych żłobków. To daje takiego pozytywnego powera do działania. Zapomina się o zmęczeniu, bo widać, że to, co robimy naprawdę ma sens.

cały wywiad można przeczytać w magazynie Splendor. Można go pobrać w pdf na naszym portalu.

FOT. ARCHIWUM PRYWATNE WŁADYSŁAWA KOSINIAKA – KAMYSZA