Strona domowa » Turystyka » Tam, gdzie leży Kraj Basków…

Tam, gdzie leży Kraj Basków…

Kiedy myślimy o Hiszpanii – mówimy „Andaluzja”, kiedy myślimy o Baskach – mówimy „ETA”. Nic bardziej mylnego i stereotypowego nie mogło się zakorzenić w polskim wyobrażeniu o odległym Półwyspie Iberyjskim, którego 4/5 powierzchni zajmuje właśnie Hiszpania. Różnorodna pod każdym względem: językowym, narodowościowym, kulturowym, krajobrazowym, a także kulinarnym! Kraj Basków zaś zaskakuje – z jednej strony tradycjonalizmem i idealizmem, a z drugiej nowoczesnością i praktycyzmem.

Perełki Zacznijmy od San Sebastian – dawnego królewskiego kurortu, do którego jeździła już na wczasy Izabela II, gdy latem żar lejący się z nieba w Madrycie nie pozwalał jej na pełnienie królewskich obowiązków. Samo miasto jest niewielkie, liczy około 180 tys. mieszkańców, ale latem bywa równie gwarne jak miasteczka z Wybrzeża Śródziemnomorskiego. San Sebastian to nazwa hiszpańska, Baskowie mają własną, również oficjalnie używaną – Donostia, z „s” wymawianym jak nasze „sz”. Euskara (język baskijski) pięknie szeleści i dźwięczy na ulicach Donostii-San Sebastian każdego dnia. Bowiem Vizcaya, prowincja, w której leży miasto, uznawana jest za centrum legendarnego już baskijskiego nacjonalizmu. Przez Basków nazywanych aberri – patriotyzmem. Baskowie lubią podkreślać swoją odmienność od reszty ludów Hiszpanii. W historiografii baskijskiej pojawiają się więc różne uzasadnienia tej hipotezy. Mamy zatem legendę wprost z Biblii. Według niej, euskara był jednym z 75 języków powstałych po upadku wieży Babel. Są jeszcze równie fantastyczne podania o mieszkańcach zaginionej Atlantydy, których bezpośrednimi potomkami mają być współcześni Baskowie, czy o wędrówce Basków z Kaukazu, z okolic Gruzji na Półwysep Iberyjski lub z Afryki Północnej. Pojawiają się nawet hipotezy o rzekomych wspólnych z Baskami korzeniach Indian Algonkinów z Quebecu. Jednak żadna z nich nie uzyskała na tyle wiarygodnej dokumentacji historycznej, by można było ją uznać za naukowy dowód. Dzięki temu też Baskowie mają pewną przewagę nad innymi mieszkańcami Europy – są elitą, najprawdopodobniej najstarszą grupą zamieszkującą nasz kontynent, której pochodzenia do tej pory nie udało się ustalić. Współcześnie po baskijsku mówi niecały milion osób, a i tak jest to wynik polityki euskaldunizacji („ubaskowienia”) rządu autonomicznego Kraju Basków po uzyskaniu władzy w 1979 roku.   Baskonia niewątpliwie różni się od miejsc na południu Hiszpanii. Przede wszystkim klimat sprawia, że nie jest ona głównym punktem turystycznych wojaży. Ocean Atlantycki bywa równie niespokojny jak baskijskie dusze. Nie przeszkadza to jednak bywać tu znanym artystom i celebrytom, którzy każdego roku we wrześniu zjeżdżają na międzynarodowy festiwal filmowy w San Sebastian. Można tam spotkać Meryl Streep i Woody’ego Allena, Brada Pitta czy Quentina Tarantino. Nie jest to wprawdzie tak znana impreza jak festiwal w Wenecji czy w Cannes, niemniej jednak ściągają na nią równie wielkie sławy, głównie po to, by promować swoje filmy i produkcje w Hiszpanii. Na festiwalu w Kraju Basków doceniono już kilkakrotnie dorobek polskich reżyserów, m.in. Janusza Morgensterna (1967), Andrzeja Wajdy (1980), czy Radosława Piwowarskiego (1985). Projekcje prezentowane są w samym centrum miasta, w Palacio Kursaal, który budził wiele emocji wśród mieszkańców ze względu na swoją nowoczesną bryłę. W roku 2016 San Sebastian wraz z polskim Wrocławiem będzie pełniło honory Europejskiej Stolicy Kultury. Najbardziej znaną plażą w mieście jest La Concha. Tam króluje blichtr i zbytki. Pośrodku zatoki leży wysepka św. Klary, ale tylko wytrwali są w stanie do niej dotrzeć wpław. Reszta musi zadowolić się pięknym widokiem. Rodzimi mieszkańcy wolą nieco oddaloną od centrum plażę Ondarreta, która może nie jest tak malownicza jak La Concha, ale na pewno spokojniejsza. Zamyka ją rzeźba „El Peine del Viento” („Grzebień wiatru”), autorstwa Eduardo Chillidy – jednego z najbardziej znanych artystów baskijskich. Chillida urodził się w 1924 roku właśnie w San Sebastian. Tak naprawdę był świetnie zapowiadającym się piłkarzem, ale jego karierę sportową zrujnowała kontuzja kolana. Postanowił więc studiować architekturę na Uniwersytecie w Madrycie, a później sztukę w Paryżu. Jego dzieła należą już do klasyki współczesnej rzeźby kontynentu europejskiego. Chillida w czasach frankistowskich aktywnie sprzeciwiał się reżimowi, a po transformacji demokratycznej opowiadał się za pokojem w Kraju Basków.   Odwiedzając Zatokę Biskajską warto poświęcić czas na poznawanie atmosfery, a nie tylko miejsc znanych z przewodników. Jadąc nieco w głąb Kraju Basków napotykamy miejscowość o najkrótszej nazwie Ea. Złośliwi dopisują na drogowskazach pośrodku literkę „t”. Zresztą niektórzy podejrzliwie przysłuchują się baskijskim rozmowom, sądząc iż w Baskonii nie rozmawia się o niczym innym, aniżeli o terrorystach z ETA. To słowo bowiem najczęściej pojawia się w baskijskich dialogach. Rozwiązanie jest jednak prostsze niż można byłoby przypuszczać. W języku euskara słówko „eta” oznacza po prostu spójnik „i”! Skrót ETA pochodzi zaś od słów: Euskadi ta Askatasuna, czyli „Kraj Basków i Wolność”. Jedna z anegdot na temat historii organizacji głosi, że założyciele zastanawiali się początkowo nad nazwą Aberri Ta Askatasuna (Ojczyzna i Wolność), ale ze względów wizerunkowych trzeba było z niej zrezygnować, ponieważ skrót nazwy przypominał w baskijskim brzmieniu słówko „kaczor”. Niewątpliwie jednym z ciekawszych miejsc jest Guernika, upamiętniona na obrazie Pabla Picassa. Guernika została zbombardowana przez niemiecki Legion „Condor”, który w czasie wojny domowej w Hiszpanii przyszedł generałowi Francisco Franco z pomocą w tłumieniu baskijskich ruchów autonomicznych. O niewielkim Leikitio mało kto pamięta, a wciśnięte między skały miasteczko jest niezwykle urokliwe. Widać tu hart ducha mieszkańców, którzy nie mogąc rozbudowywać miasta wszerz, pięli się ze swoimi domami w górę. Port w Leikitio pokazuje, że baskijska tożsamość jest wciąż silna. Na masztach większości stateczków powiewa ikurriña, baskijska flaga zaprojektowana przez ojca nacjonalizmu baskijskiego Sabino Aranę y Goiri oraz jego brata Luisa pod koniec XIX wieku. Pelota Baskijską namiętnością jest gra w pelotę (bądź pilotę). Baskijskojęzyczny kanał telewizji emituje rozgrywki godzinami, a w każdej najmniejszej nawet wsi jest frontón, czyli boisko do gry. Gracze odbijają piłkę od ściany za pomocą specjalnej skórzanej rękawicy, która wygląda jak zakręcony pazur. Jest to na tyle popularny sport, że Baskowie założyli własną Międzynarodową Federację Baskijskiej Peloty, a co więcej, dyskutują na konferencjach o tym, kiedy pelota stanie się wreszcie dyscypliną olimpijską. Nie jest to zresztą jedyny sport baskijski. Do ekstremalnych dyscyplin należy segalaritza, czyli koszenie trawy na czas lub aizkolaritza, obrąbywanie z kory pnia, na którym stoi sam rozgrywający. Zazwyczaj wtóruje mu muzyka dwóch txalapartaris, którzy wystukują rytm drewnianymi pałkami na specjalnym kawałku wysuszonego drewna. Baskowie kultywują bowiem praktyczne rozwiązania. Nie chcąc marnować czasu na uprawianie sportu, wymyślili całą grupę własnych dyscyplin, tzw. herri kirolak, czyli sport ludowy, który bazuje na czynnościach wykonywanych w trakcie pracy na roli. Kuchnia baskijska Kulinaria to zupełnie inna historia. Po pierwsze, choć tradycyjna rodzina baskijska oparta była o model matriarchatu, to kuchnia od zawsze stanowiła domenę mężczyzn, zwłaszcza ta uroczysta. Mężczyźni od XIX wieku zakładali własne towarzystwa kulinarne – sociedades, do których kobiety nie miały wstępu. Tam, w specjalnych domach-klubach, przy gotowaniu, dyskutowali nie tylko o jedzeniu, ale przede wszystkim o polityce. W sociedades gromadzono także książki klasyków baskijskiej historiografii, które w czasach frankizmu trafiały na listę pozycji zakazanych. Sociedades do dziś cieszą się popularnością, ale nie podchodzi się już tak restrykcyjnie do członkostwa i korzystania z zasobów towarzystwa. Również młodzi Baskowie podtrzymują tradycję i spotykają się często, by wspólnie gotować. Smaki baskijskiej kuchni są równie osobliwe, co sam Kraj Basków. Pojawiają się typowe potrawy regionów nadmorskich: bacalao (dorsz) a la vizcaina, merluza (wątłusz) a la vasca, chipirones en su tinta (kałamarnica w sosie własnym) lub txangurro (krab pająkowaty). Jednak do najbardziej znanych należą pintxos, małe przekąski serwowane we wszystkich barach w szokującym wręcz wyborze. Przy małym piwie często spożywa się prażone kawałki świńskiej skóry, a konkretnie uszu, chrupkie jak popularne chipsy. Na pewno zaś warto zaryzykować spróbowanie risotto z atramentem kałamarnic, które wygląda niezwykle nieatrakcyjnie, ale za to w smaku zaskakuje delikatnością. Do kulinarnych tradycji Basków należy także picie cydru (kwaśne jabłkowe wino). Cydr przetrzymuje się w wielkich beczkach. Można się go napić w tzw. sidrerias. Szczególny jest sposób serwowania cydru. Lejąc wprost z butelki należy to robić z dość dużej wysokości, ponieważ napój staje się wtedy bardziej musujący. Natomiast w lokalu otrzymuje się szeroką szklanicę, do której „zbiera się” wylewającą się pod ciśnieniem strugę. Picie cydru bywa więc bardzo zajmującym zajęciem, nie tylko pod względem smakowym. Jeśli szukać baskijskich tradycyjnych smaków i wyszukanej kuchni, to na pewno można je odnaleźć w jednej z najlepszych restauracji na świecie – „Arzak”, na obrzeżach San Sebastian. Tradycje kulinarne rodziny Arzak sięgają początków XX wieku. Sam dom, w którym mieści się restauracja, został zbudowany w 1897 roku. Elena, córka obecnego właściciela Juana Maríi Arzaka, należy do czwartego pokolenia w rodzinie, które zajmuje się gotowaniem. Restauracja od lat 70. otrzymuje nagrody i wyróżnienia za serwowane tam specjały, a w 1989 roku otrzymała trzy gwiazdki w przewodniku Michelin. Nacjonalizm – fakty i mity W społeczeństwie baskijskim istnieje na pewno jeszcze romantyczny duch narodowy, wskrzeszany przy okazji świąt, pielęgnowany przez stulecia przez mieszkańców Pirenejów. Baskijski nacjonalizm został owiany jednak wieloma legendami. Zrodził się między innymi z powodu szczególnego położenia geograficznego Kraju Basków, które nie sprzyjało ani pokojowi, ani stabilności. Historiografia baskijska mówi o istnieniu samodzielnego państwa – Królestwie Nawarry, które przez wielu uznane zostało za początek państwowości baskijskiej. Okres ten był jednak krótkotrwały i naznaczony wieloma dramatycznymi wydarzeniami, jak choćby najazd Maurów na Półwysep Iberyjski, czy wyprawy Karolingów. Na marginesie trzeba wspomnieć, że w 778 roku to raczej Baskowie, a nie muzułmanie, zaskoczyli słynnego Rolanda i wytłukli jego żołnierzy w pień w wąwozie Roncesvalles. Choć w ówczesnej rzeczywistości i jedni, i drudzy byli równie nieustępliwi. Współczesny baskijski nacjonalizm także bywa naznaczony dramatyzmem. Baskijska młodzież, która organizuje się w różnego typu stowarzyszenia, często wobec braku perspektyw, postępującego bezrobocia i innych problemów u progu dorosłości, daje upust swoim emocjom w sposób niekoniecznie legalny. Zazwyczaj te działania podszyte są właśnie narodową ideologią, a noszą nazwę kale barroka. W wolnym tłumaczeniu oznacza to „terror uliczny”, ale wygląda to częściej jak chuligańskie wybryki. Niestety część z tych młodych ludzi angażuje się mocniej w działalność terrorystyczną u boku ETA, bądź bywa o to podejrzewana. I tu rodzi się kolejny dramat. Dramat frustracji i narastającej niesprawiedliwości. W jednym z baskijskich miasteczek odbyła się pewnego rodzaju uroczystość – powitania kilku młodych chłopaków, którzy dopiero co wyszli z więzienia. Były przemówienia, muzyka na tradycyjnych baskijskich instrumentach i później krótka demonstracja. Ci młodzi ludzie byli podejrzewani o współpracę z ETA. Zostali aresztowani i przetrzymywani przez trzy tygodnie bez aktu oskarżenia. Po tym czasie, bez dowodów winy, zostali wypuszczeni. Do wsi wrócili jako bohaterowie, męczennicy, którzy byli uciskani przez „hiszpańskiego okupanta”. Tego typu wydarzenia przez długi czas były elementem baskijskiej rzeczywistości. Przy okazji ubiegania się Donostii-San Sebastian o miano Miasta Kultury Europejskiej w roku 2016 podkreślano znaczenie zaangażowania się społeczeństwa w tworzenie inicjatyw obywatelskich na rzecz pokoju. Członkowie ETA zadeklarowali podobno wówczas, że terror zniknie z ulic, a w mieście zapanuje spokój. Oczywiście brzmi to niezwykle obiecująco, ale współczesny Kraj Basków zmaga się z wieloma innymi problemami. ETA jako przedstawiciel opinii publicznej stanowi margines poglądów politycznych społeczeństwa baskijskiego w obliczu narastającej recesji gospodarczej i wzrastającego bezrobocia. Te problemy od dziesięcioleci stanowiły świetną pożywkę dla ideologii nacjonalistycznej. Już w XIX wieku, kiedy w Kraju Basków dokonywała się rewolucja przemysłowa, Sabino Arana y Goiri pisał o robotnikach, którzy przybywali z innych części Hiszpanii: „Tu, w tym Bilbao naszych grzechów jest punkt, z którego rozprzestrzeniają się wszelkie dżumy i zarazy, które zabijają Vizcayę.” Według Arany, lepiej byłoby dla Basków, gdyby ich kraj pozbawiony był wszelkich złóż naturalnych, gdyż uniknęliby najazdu obcych, którzy zatruwali ich kulturę, język i obyczaje. To wszystko działo się jednak ponad wiek temu, a dzisiejszy Kraj Basków jest częścią międzynarodowej gospodarki i funkcjonuje w oparciu o proste mechanizmy podaży i popytu. Problem odrębności i separacji powrócił ze zdwojoną siłą w roku 2003 jako realny plan ówczesnego premiera rządu autonomicznego, Juana José Ibarretxe Markuartu, który sprawował władzę w imieniu najstarszego ugrupowania baskijskiego – Baskijskiej Partii Nacjonalistycznej (Eusko Alderdi Jetzalea-Partido Nacionalista Vasco). Partia ta brała udział w rządzeniu Krajem Basków od czasu uzyskania przez region autonomii w 1979 roku. Plan Ibarretxe przewidywał możliwość odłączenia się od Hiszpanii, ale na zasadach pokojowej współpracy i koegzystencji obu krajów. Przedsiębiorcy baskijscy przestraszyli się jednak tak radykalnych działań. Zdawali sobie sprawę, że separacja od rynku hiszpańskiego może oznaczać dla nich kłopoty. Bowiem większość firm baskijskich to małe firmy rodzinne, produkujące na potrzeby rynku krajowego. Niewiele z nich poradziłoby sobie, gdyby Hiszpanie zamknęli przed produktami i usługami baskijskimi swoje portfele. Herman Tertsch, publicysta „El País”, uważał wręcz, że decyzja rządu autonomicznego o usamodzielnieniu powinna pociągnąć wszystkie za tym idące konsekwencje, a więc przede wszystkim wyłączenie Kraju Basków z Unii Europejskiej. Tertsch uznał, że w takim wypadku Baskonia powinna przejść samodzielnie wszystkie procedury i proces negocjacji do Wspólnot jak każdy niepodległy członek Unii. Takie opinie na dobre przypieczętowały klęskę Planu Ibarretxe, gdyż nikt nie wyobrażał sobie, że można na nowo wprowadzić wizy, cła i obostrzenia w ramach przepływu siły roboczej. Praktycyzm wziął górę nad radykalizmem. Obecnie w Kraju Basków, po raz pierwszy od czasów uzyskania autonomii, rządzą socjaliści. Dagmara Głuszek-Szafraniec