Strona domowa » Kuchnia » Rozmowa z Robertem Makłowiczem, dziennikarzem, podróżnikiem, smakoszem i współwłaścicielem firmy winiarskiej

Rozmowa z Robertem Makłowiczem, dziennikarzem, podróżnikiem, smakoszem i współwłaścicielem firmy winiarskiej

Wracamy do tradycji

– Promuje Pan wina – chciałoby się rzec – lokalne, bo wywodzące się z terenu dawnych Austro-Węgier. Rozumiem, że ma to związek z kuchnią ?

– Po 1989 roku otworzyły się granice, sięgaliśmy po wszystko co odległe. Ruszyliśmy w egzotyczne podróże, zaczęliśmy jadać w pseudo chińskich restauracjach. Uciekaliśmy z Polski epoki PRL, z zamkniętej klatki jak najdalej, w jak najbardziej odległe zakątki. Kto by wówczas chciał zachwycać się kuchnią regionalną, smakowitą kaszanką, żeberkami, czy buraczanką. Teraz to wahadło się zmienia od kilku lat, doceniamy to co nas otacza, stawiamy na potrawy tradycyjne, regionalne. Szukamy jakości, tego co prawdziwe. Zachwycamy się naszymi korzeniami, Małą Ojczyzną. I to bardzo dobrze. Poznajemy Słowację, Węgry, Austrię. Łączy nas bardzo wiele, w tym kuchnia. Tam gdzie są potrawy, są i wina.

– Skoro zachwycamy się potrawami lokalnymi, jak ocenia Pan polskie wina?

– Polskie wina są coraz lepsze, niektóre mamy w swojej ofercie, a mój wspólnik, Wojciech Lutomski ma także winnicę w okolicach Krosna. Oczywiście do polskich potraw pasują wina węgierskiego Tokaju czy okolic Budapesztu, słoweńskiej Istrii, czy Dolnej Austrii. Wszędzie tam je się ziemniaki, kapustę, kiełbasy i inne potrawy, które są znane z polskich stołów. Nie oszukujmy się, winiarstwo w Polsce dopiero się odradza. Są jednak już dobre wina z winnic spod Krakowa, okolic Jasła i Krosna, ale także z okolic Sandomierza, gdzie jeszcze w XVII wieku były słynne winnice. Niestety klimat zdecydowanie się ochłodził i w Polsce zaprzestano robić wina. Także nazwy miejscowości na trasie z Krakowa do Sandomierza wskazują z czego słynęły przed laty. Opisuje je już Ibrahim ibn Jakub, znany średniowieczny podróżnik. Po 1989 roku wiele osób zaczęło uprawiać winnice, wiele robiło to dużo wcześniej i zaczęło walczyć z przepisami o umożliwienie sprzedaży. W naszym sklepie mamy na przykład wina szczepu rondo z okolic Krakowa. Znakomite są także wina na Dolnym Śląsku z winnic z okolic Wrocławia.

– Prowadzi Pan dość intensywne życie. Ciągłe podróże, programy telewizyjne. Skąd pomysł na dodatkowe obowiązki, czyli prowadzenie składu z winami?

– Przez to, że odwiedziłem wiele miejsc, nagrywając kolejne programy telewizyjne nawiązałem wiele znajomości i przyjaźni. Wiedząc, czego mogę się spodziewać do niektórych ludzi wracałem, także po trunki. W pewnym momencie znudziło się mi samemu jeździć po wina, z kolei ze znajomymi przywoziliśmy ich tyle, że pomysł na biznes zrodził się sam. W listopadzie powstało nowe niezwykłe miejsce na winnej mapie Krakowa. Skład Win „Win-Ko” to niezwykłe miejsce gdzie można degustować, poznać, dowiedzieć się i kupić fantastyczne wina. Trunki pochodzą od znajomych winiarzy wyłącznie małych wytwórców. W ofercie oprócz win rzecz jasna francuskich znajdują się także te z Europy Środkowej: węgierskie, austriackie, chorwackie, niemieckie.

– Wracając do kuchni, wino jest obecne w wielu potrawach, czym je przepijać ?

– Nie wyobrażam sobie wielu dań bez dodatku wina. Bigos, który najlepiej smakuje zimą, gdy go przemrażamy, musi być ciężki, z dziczyzną i sporą ilością wina. To jest taka naturalna tendencja do poszukiwania równowagi w ustach.Smaki wina i dań potrafią się doskonale uzupełniać, szczególnie jeśli podczas przygotowywania potraw dodamy do nich nieco wina, które później będziemy pić podczas posiłku. Najszczęśliwiej łączą się wina i potrawy z tego samego regionu. Czyli do naszych potraw, powinniśmy pić wina z najbliższych okolic. Czasem same nie smakują, wydają się za kwaśne albo za słodkie. Dobrze dobrane do potrwa smakują wyśmienicie.

TOMASZ ROWIŃSKI

IMG_6654xRobert Makłowicz, wielki miłośnik smaków Europy Środkowej tym razem stanął obok Przemysława Wojciechowskiego, szefa kuchni Hotelu Cristal Park w Tarnowie, by wspólnie spróbować wykwintnych dań i zaproponować do nich wina idealnie podkreślające i harmonizujące z prezentowaną kuchnią. Kilka miesięcy temu z wielkim pasjonatem win – Wojciechem Lutomskim założyli firmę, która specjalizuje się w imporcie win z Galicji, czyli najbliższych okolic Słowacja, Niemcy, Austria, Węgry i Polski, nie gardząc jednak i winami z Francji … Przemysław Wojciechowski przez 11 lat szefował kuchni w Ambasadzie USA, 10 lat w Ambasadzie Australii, prowadził zajęcia szkoły kulinarnej dla dyplomatów i ludzi biznesu, zdobywca wielu nagród kulinarnych. Nad całością czuwał Witold Kisała, prezes zarządu Hotelu Cristal Park w Tarnowie.

FOT. MAREK ŚWIERCZEK